"Wyborny trup" Agustina Bazterrica
Autorka wykreowała nam krytyczny obraz świata jako zdemoralizowanego społeczeństwa które nie ma żadnych granic moralnych.
Na świecie pojawia się wirus odzwierzęcy, który staje się zagrożeniem dla cywilizacji. Ludzie w panice przestają jeść mięso zwierzęce, a rząd legalizuje kanibalizm.
Gdzie kończy się a gdzie zaczyna humanitaryzm?
Ludzie żyją wartościami, które są im narzucane z góry. Tam, gdzie każdy myśli tak samo, nie myśli nikt. Żyjąc w doskonałym i kontrolowanym projekcie brat zjada brata, a świat znieczula się na krzywdę innych. Czy w takim świecie ludzie potrafią jeszcze coś naprawdę poczuć? Czy potrafią kochać?
Te pytania zadaje nam autorka, prowadząc nas przez przerażającą wizję przyszłości.
Nikt nie mówi o nowej rzeczywistości. Nikt nie rozmawia o świecie przed Przemianą. Jest to zabronione. Rozwija się patologia, tortury, szerzy apatia, a ludzie dają się ponieść pierwotnym, perwersyjnym żądzom.
Życie głównego bohatera zaczyna zmieniać się po otrzymaniu "prezentu" w postaci samicy, która została wyhodowana jako pożywienie. Marco, bo tak brzmi imię bohatera książki ryzykuje życie dla własnych celów i pragnień. Można by wyczuć przemianę bohatera, która następowała powoli, acz systematycznie. Niestety, autorka pokazała nam, że ostatecznie wszystko jest podszyte egoizmem, brutalnością i dbałością jedynie o własne interesy.
Taki właśnie jest świat.
"Istota ludzka jest powodem wszelkiego zła na tym świecie. Jesteśmy naszym własnym wirusem.". Trafne słowa obrazują jakim tak naprawdę społeczeństwo pozbawione systemu wartości jest wirusem, który z dnia na dzień mutuje i staje się coraz groźniejszy. Czy istnieje jeszcze na nie antidotum?
Książka zasługuje na jak najwyższe noty, bowiem porusza wrażliwą stronę czytelnika i zmusza do refleksji.
"Gdziekolwiek byś poszedł, czegokolwiek byś tknął, czyha tam rak i syfilis. Wypisany na nieboskłonie, jarzy się i tańczy jak zła wróżba. Wżarł się nam w dusze i jesteśmy tylko martwym przedmiotem, martwym jak księżyc." (Henry Miller).
Człowiek w powieści zostaje zdegradowany do poziomu zwierzęcia bez uczuć i wykorzystany przedmiotowo. Trupy ścielą się, zaglądają jednym okiem z talerza, pokazują uciętym palcem zza salaterki, z wyrzutem, z nienawiścią. Tak naprawdę jesteśmy bardziej martwi od nieboszczyków.
Jesteśmy martwi, bo nie mamy w sobie w ogóle człowieczeństwa. O tym jest ta książka.
Komentarze
Prześlij komentarz